jak zamawiać?

Edward Pasewicz "th"


IMG_0655-th

th tchnie pięknem i tajemnicą. Znakomita rzecz.
Marcin Baran "Dziennik Polski" 31.12.2005

W zamkniętym wszechświecie wierszy Edwarda Pasewicza spadające gwiazdy nie wróżą niczego dobrego. Tom, którego osią i sednem jest poemat, będący swoistą lamentacją, jako konstrukt literacki kasuje większość nominowanych produkcji; lecz robi to niejako mimochodem, przy okazji załatwiania spraw o wiele większej wagi.
Marta Podgórmik Biuro Literackie, Przystań "Noworoczny Spacernik i Pasemko Wzruszeń" luty 2006

Wiersze z th żyją ruchliwością, natłokiem obrazów, przemiennością perspektyw i przekonują nas o miękkim, płynnym niestabilnym podłożu świata. Biedne jest białko, którym jesteśmy, biedne i bezbronne, nikt tu nie oszukuje człowieka, że jest centrum. To nie jest antyhumanizm, ale taka perspektywa, która w ogóle w zabawę z antropomorfizowaniem świata się nie bawi [...].
Anna Kałuża "FA- art" 4/2005

Pasewicz znalazł doskonały sposób na opisanie rzeczywistości – bez używania kolokwializmów, po trosze ironizując, choć mówiąc na serio, dystansując się od niedoskonałości świata, w którym śmierdzi, od świata, w którym oko nie słyszy, a ucho nie widzi. Podróżuje z bohaterami Poematu o Gilgameszu, jednak nie do krainy zmarłych, a do świata wspomnień, nie w poszukiwaniu tajemnicy nieśmiertelności, lecz poszukując objawienia. Jego towarzysz to bóg wody – Enki, on sam zaś wciela się w rolę Enkidu – śmiertelnika ulepionego z gliny.
Agnieszka Markowska "STAN KRYTYCZNY" marzec 2006

To co w th sprawia prawdziwą przyjemność, to sposób w jaki poemat brzmi, to jak jest on produkowany, sposób jego artykulacji. [...] Jest to tom z pewnością dopieszczony.
Krzysztof Hoffman "STAN KRYTYCZNY" marzec 2006

format B5, 112 stron
papier kredowy naturalnie barwiony
wiersze i poemat th: Edward Pasewicz
preludium i sonata na fortepian: Edward Pasewicz
układ i typografia: jarek łukaszewicz
fotografie: jarek łukaszewicz
ISBN: 83-60351-00-7
kserokopia.art.pl | 2005
twarda oprawa: 43,50
miękka oprawa: 37,50


recenzja:
Nie takie thuj!
autor: Agnieszka Markowska
źródło:
Stan Krytyczny - w sieci
data publikacji:
marzec 2006

Fale theta to fale wiążące się z podświadomością. Występują nie tylko podczas snu, ale również w stanie głębokiej medytacji. I taki właśnie jest poemat Edwarda Pasewicza Th – oniryczny, ale kontrolowany, wychodzący z podświadomości, ale świadomy. Jest to próba rozliczenia się z nieudanym związkiem, bez którego być może mielibyśmy o tak wiele dobrych utworów mniej, bo zarówno Dolna Wilda (2001), Wiersze dla Róży Filipowicz (2004), jak i wydany w listopadzie tego roku poemat Th są poetycką konsekwencją rozprawy. Pasewicz znalazł doskonały sposób na opisanie rzeczywistości – bez używania kolokwializmów, po trosze ironizując, choć mówiąc na serio, dystansując się od niedoskonałości świata, w którym śmierdzi, od świata, w którym oko nie słyszy, a ucho nie widzi. Podróżuje z bohaterami Poematu o Gilgameszu, jednak nie do krainy zmarłych, a do świata wspomnień, nie w poszukiwaniu tajemnicy nieśmiertelności, lecz poszukując objawienia. Jego towarzysz to bóg wody – Enki, on sam zaś wciela się w rolę Enkidu – śmiertelnika ulepionego z gliny.
 
Dałeś mi model mostu rok temu,
mój architekcie z Büll, i nazwałeś mnie Enkidu.
 
Pasewicz cytuje nie tylko klasyków literackich, ale czerpie również z klasyki muzycznej. Zdanie otwierające poemat Mein kleine Dichter pochodzi z XXI kantaty Bacha Am Sonntag jubilate.
Autor pokpiwa sobie w znaczący sposób, nazywając byłego partnera małym poetą, małym mesjaszem, oneiromantykiem, najdroższym
Sir Austerlitz, pisklakiem czy drogim laufrem. Poemat jest obficie intertekstualny. Poeta spaceruje po języku, swobodnie przekształcając semantykę wyrazów do tego stopnia, że wątpliwe staje się nawet znaczenie słowa szamasz, które użyte zostało w odniesieniu do imienia mezopotamskiego boga słońca, prawa i sprawiedliwości:
 
Szamasz już coś?
albo
(...) na tyłach frontu
szamaliśmy coś i Enki brał nas za kobiety.
 
Droga ku odnalezieniu siebie prowadzi przez umysł, jednak poeta drąży również w słowie, skupiając się zarówno na walorach rytmicznych, jak i brzmieniowych:

(...) Mewy na skraju stoku
krzyczą: skrij się, skrij się, piach wciska się do ust
i pod powieki, słona woda wysusza skórę.
 
Nie zabrakło również różnorodności lingwistycznej: niemiecki, angielski, francuski, hiszpański, łaciński, rosyjski, czy nawet staroangielskie Fede Uhre, będące zwrotem do dawnego kochanka, a znaczące tyle, co Ojcze Nasz.
 
Szukając oczyszczenia posługuje się także muzyką i obrazem – poemat zaopatrzony jest w Preludium zawierające 12 wierszy, zdjęcia Jarka Łukaszewicza i zapis nutowy muzyki skomponowanej przez autora wierszy. Wszystko świetnie ze sobą współgra, tworząc rytmiczny trójgłos.
 
Choć rozmówca obecny jest już tylko we wspomnieniach, przez całą pielgrzymkę poeta zwraca się do niego wielokroć, samodzielnie udzielając natychmiastowej odpowiedzi:
 
Kończysz? Kończ.
Chwiejesz się? Chwiej.
Plujesz? Pluj.
Obciągniesz? Obciągnę.
 
Niektóre ze wspomnień, te bardziej intymne, są wciąż żywe – wypowiadane w czasie teraźniejszym,

Czuję Twoje biodra zanim się rozlejesz.
Po kolana w namorzynach.

Czaple i spocone czoła.
 
Inne są bardziej odległe, choć równie dokładnie zapamiętane, oglądane z perspektywy czasu przeszłego:
 
Szkoda ławki, gdzie którejś nocy
wziąłem cię wbrew woli, a później nie można
było znaleźć sklepu i schnąc, cali w piasku,
mówiliśmy drzewom: pustynia.
 
W tym ostatecznym rozrachunku z przeszłością istnieje ryzyko zatracenia własnej tożsamości, gdzie „ja” staje się trzecioosobowe, ja się rozpada, ja się targa... Jednak razem z przemijaniem wspomnień, z upływaniem poematu, odpływają myśli i zmysły coraz bardziej zamazują przeszłość: Ucho już nie wi’, oko nie sły’, coś zakłóca postrzeganie dawnego świata: skrij się, bo ucho, skrij, bo oko, skrij się.
 
Zamierzony cel osiągnięty, ostateczny rozrachunek zakończony. Wspomnienie odeszło, pozostawiając łyżwy, rolki, album ze znaczkami. Pojednanie? Raczej z samym sobą. Królestwo nadchodzi w wielkim chaosie.
 
Królestwo nadchodzi, jest w krokach i dotyku. (...)
Kurestwo nadchodzi, jest w krokach i dotyku.
 
Wreszcie Objawienie. Czego? – namawiam do lektury.

CRW_6809-imbryk2